„Jaka kochanie Twoja cena?”

dnia

 

Tytuł poniższego posta bezpośrednio nawiązuje do z n a k o m i t e g o utworu z n a k o m i t e g o „rapera” Karrabmy, jednak w moim wypadku „kochaniem” jest mój sposób na realizację potrzeby tworzenia. Chodzi o fotografię. W tym poście opowiem jak wyglądał rozwój mojego arsenału fotograficznego oraz jak rozwijałem i rozwijam umiejętności – wskażę ogólnodostępne źródła wiedzy, sposoby ćwiczeń, narzędzia i moje inspiracje.

Korpus (body)

Jak wspominałem w poście Skąd mi się to wzięło wszystko zaczęło się od małpki Canon IXUS IS 300. Powód mojego wyboru był prosty, był to jedyny dostępny mi aparat. Aparat ten pozwolił mi zrozumienie jak działa trójpodział kadru, mechanizm działania prostych trybów automatycznych oraz balans między fotografią kolorową, a czarno białą. Zupełnie podstawowa wiedza, żeby nabyć podstawy zupełnie wystarczający. Dziś mamy w telefonach znacznie lepsze aparaty niż, to co oferował ww. wspomniany Canon, warto to wykorzystać i do nauki podstaw użyć tego co mamy pod ręką. Oczywiście, zoom nie jest zadowalający, nie jednak zoom jest potrzebny a zdolność poruszania się w przód i tył. Aparaty w telefonach mają szerokokątne obiektywy, jak dla mnie ekstra. Co prawda, nie zrobisz tym zdjęcia lecącego ptaka, czy dunkującego koszykarza, jednak do krajobrazu, streetphoto, fotografii swoich zwierzęcych pupili czy portretu* jak znalazł.

Kolejnym etapem rozwoju było przejście na lustro – Sony Alpha 300. Sprzęt ten wpłynął w ogromnym stopniu na mój sposób myślenia o fotografii. Był moment, w którym nieomal nie podjąłem decyzji o zakupie jakiejś hybrydy (większa niezależność dla mnie, lustrzanka jednak należała do rodziców i początkowo miałem obawy, gdy jej używałem), rodzice jednak ostudzili mój zapał. Na początku nie lubiłem tego aparatu, ze względu na dyskomfort wywołany obawami, że go popsuję. Stopniowo się z im oswajałem, pamiętam że irytował mnie beznadziejny zoom. Aparat był ciężki, a ja nie umiałem go dobrze obsłużyć. Z czasem zaczął mnie zachwycać. Poznałem dzięki niemu technologię M42 i wszystko nabrało sensu. Używanie manualnych obiektywów zmusiło mnie do fotografowania całkowicie w trybie M (manualny), było to bezcenne doświadczenie. Zrozumiałem jak funkcjonuje przysłona, czas naświetlania i ISO z osobna i jak na siebie wpływają. Pojąłem jak funkcjonuje światłomierz i jakie informacje mi przekazuje. Poza dawką wiedzy, aparat ten z czasem zaoferował mi sporo ciekawych wrażeń, ale był niezawodny i przeżyłem z nim (i on ze mną) wiele – na przykład upierdolenie (mówiąc wprost) matówki do cna, czy czyszczenie matrycy spirytem, bez przyczajki. Jeśli chodzi o matówkę, to fotografując makro zauważyłem że mam jakieś plamki na każdym zdjęciu w tym samym miejscu – okazało się, że mam brudną matrycę. Nie wiedziałem jednak, gdzie ona się znajduje 👌. Zdjąłem obiektyw i zobaczyłem lustro i matówkę, pomyślałem że skoro lustro odbija światło to pewnie rejestruje się ono na matówce (smutno mi jak o tym myślę – nie róbcie tego sami!), wziąłem więc patyczek do uszu i zacząłem „czyścić” matówkę, po czym założyłem obiektyw. Chciałem zrobić zdjęcie, przyłożyłem oko do wizjera i prawie dostałem zawału w wieku lat nastu, ponieważ efekt był taki jak na zdjęciu niżej razy pięćdziesiąt. Zacząłem kombinować i próbowałem przywrócić wszystko do normy, więc wydmuchałem ile się dało gruszką i efekt był jak na zdjęciu wyżej, ehhh… Z czasem chyba było lepiej, przynajmniej chciałem w to wierzyć.Mam nadzieję, że nowemu właścicielowi to nie przeszkadza 😂.

Jedziemy dalej, czas na Sony Alpha 58. Wybór był prosty- był to jedyny słuszny wybór, bo cały sprzęt który dotychczas nagromadziłem działał tylko z Sony. Bardzo fajny aparat, choć nie był z najwyższej półki. W zasadzie z najniższej półki DSLRów amatorskich, ale dawał radę. Był zgrabny, miał cyfrowy wizjer, przyzwoity zakres ISO, odchylany ekran. Ten sprzęt nauczył wykorzystania dotychczas zdobytej wiedzy w sposób świadomy. Szukałem kadrów, świadomie łamałem zasady, komponowałem. Zakup tego aparatu był też dla mnie istotny z powodu pobudzenia na nowo zajawki do fotografii. Polubiłem to na nowo, zaczęły się pojawiać pomysły na to co chcę szczególnie rozwijać (jeśli chodzi o dziedzinę fotografii). W pewnym momencie, mój brat też poczuł większą niż zwykle potrzebę korzystania z tego aparatu (kupiliśmy go na spółkę), wtedy nadszedł czas by zacząć się zastanawiać, czy nie warto się bardziej uniezależnić.

Dzięki pomocy rodziców zakupiłem mojego obecnego wariata, czyli Nikona D7100. Jeju, kocham ten aparat. Jest to aparat (chyba jeszcze nadal) z najwyższej półki amatorskich lustrzanek (przynajmniej dla mnie 😜). Pamiętam moment, w którym po raz pierwszy nacisnąłem w nim spust migawki. Ten dźwięk… przepiękny. Sony, choć robi świetne aparaty, to dźwięk w ich lustrzankach jest zbyt… syntetyczny. Ten „klap” Nikona jest świetny, każdy powoduje, że chcę wywołać kolejny kadr, tylko po to żeby go usłyszeć. Jak dotąd, nauczyłem się na nim doceniać piękno fotografii. Zdjęć robię znacznie mniej, jednak jest to niejako zamierzone. Z racji, że do dokumentowania rzeczywistości podchodzę całkowicie świadomie, automatycznie fotografii musi być mniej. Pracując z tym korpusem zrozumiałem przede wszystkim JAK chcę to robić. Wiedząc co chcę robić za sprawą Soniaka, Nikon dał mi możliwość usystematyzowania moich przemyśleń i zrobienia rachunku sumienia, by wyciągnąć esencję dotychczasowych działań. To właśnie przy Nikonie pojawił się koncept realizacji projektów i wykonywania zleceń. W tym miejscu chciałem zaznaczyć, że blog, który właśnie czytasz nie jest moim portfolio, nie zawsze będzie tu mnóstwo zdjęć, czasem muszę się po prostu wygadać 🤓. Byłbym zapomniał, o Nikonie i OBECNIE używanym sprzęcie już w kolejnym poście!

Były korpusy, to czas na obiektywy – tu będzie krócej!

Pierwszy był kitowy obiektyw do alfy 300, nie ma co tu dużo mówić, podstawowy, tyle. W pewnym momencie uszkodził mi się w nim AF, chyba przez używanie w zbyt mroźnej temperaturze. Nie chciałem, żeby był smutny więc (i tu nie pamiętam co było pierwsze) zainwestowałem w obiektywy M42, z których korzystam po dziś dzień (choć rzadko). Mowa o Heliosie 44m-4 i Revueonie 80-210. O ile ten tele trzyma się w zasadzie znakomicie, o tyle Helios nadaje się co najwyżej na śmietnik, ale nie mam sumienia go wyrzucać. Rozlatuje się w rękach, z drugiej strony przydaje się w makrofotografii (mam do niego pierścienie pośrednie na m42), której nie uprawiałem już 210 lat. Revu kilkukrotnie się przydał, pierwsze eventy sportowe z nim, a jak! Manualny focus i przysłona nie przeszkadzała, wystarczy tylko trochę pomyślunku i cierpliwość. Fotografowałem nim żużel, koszykówkę, tenisa stołowego, jakieś zwierzęta, może jakiś portret, na pewno księżyc. Helios z kolei to była moja miłość. Oszałamiająca ostrość i plastyka, ten aparat robi najlepsze bokeh jakie widzłem w życiu, bez jaj. Jest jednak bardzo delikatny. Zawsze dbam o sprzęt (tak wiem, nie można tego powiedzieć o alfie 300, ale wtedy się uczyłem), kupuję folie, pokrowce, futerały, kondomy, nie rzucam sprzętem, dbam by nie przechodził gwałtownych zmian temperatury (to bardzo ważne), a i tak Helios się dosłownie rozleciał. Poza ww. makro, służył mi jako znakomita portretówka i sprawdza się w streetphoto (baaaardzo uczy szybkości). Podsumowując szkła m42 – niczego sobie sprzęt za grosze, przy okazji uczący cierpliwości, a przede wszystkim mechanizmów rządzących światłem w fotografii.DSC03959.jpg

Będąc starszym udało mi się odłożyć nieco kasy na pierwszy obiektyw 50 mm z AF – bagnet Sony. Super szkło, fajnie się sprawdzał w portrecie i streecie. Choć ostrzył godzinę, to całkiem dokładnie i faktycznie ostro. Dorwałem go chyba za 250 zł (ostatnio poszedł za 400 zł, hehe 💰), trochę rozklekotany, ale działaty i to najważniejsze.

Po zmianie stajni przyszedł czas na porządne zakupy szkieł. Kasa odłożona, można było szaleć! Nie no, bez przesady. Wszystko po kosztach, co nie znaczy że najgorzej. Od zawsze byłem fanem rynku wtórnego, więc zaopatrzyłem się w Nikkora 18-50 kit (jakiś tam z cichym AF do filmowania), Nikkora 50 mm 1.8D, Sigmę 70-300 APO. Ten kit wporzo, służył mi by oswoić się z systemem, dorwałem go za dwie paki i się trochę nim pobawiłem teraz służy mojej Mamusi. Pięćdziesiątka już w innych rękach, jednak przyzwyczajony do tej z Soniaka postanowiłem, że muszę mieć ten obiektyw (chodzi o ogniskową). Szczerze mówiąc to był chyba najgorszy mój zakup. Choć w stanie idealnym, za niewielkie pieniądze, to jednak mydło straszne, nie zrobiłem tym obiektywem chyba ani jednej żylety. Od początku się nie polubiliśmy, to ten skurwiel mi utknął na bagnecie, gdy byłem z bratem w Londynie. Podobnie jak 50 mm Sony, ten też został pognany drożej niż kupiony, a co mi tam, powiem dlaczego. Chodzi o to, że jako sprzedawca na rynku wtórnym musicie wejść z chłodną głową w buty potencjalnego kupca (także kupca, któremu faktycznie chcemy sprzedać sprzęt). Otóż, ktoś kto szuka po jak najniższej cenie, może być roszczeniowy, przyjdzie, będzie się targował, szukał jakichś niedociągnięć, wałków byle tylko byś zszedł z ceny. Fakt, zwiększymy zainteresowanie, jednak istnieje ryzyko, że obiektyw (czy jakikolwiek inny przedmiot) szybko sprzedany po niskiej cenie, szybko do nas wróci. Kluczem jest dobranie ceny: niższej niż pierwsze 5 (plus-minus) najdroższych aukcji dot. danego towaru, lub nieco wyższa cena od aukcji oferujących podobny towar do naszego. Po pierwsze odsiewamy cebulaków, którzy będą truli dupę i męczyli o każde 5 zł byle tylko utargować, dla nich cena jest za wysoka. Po pierwszym filtrze czas na drugi, czyli redukcja argumentów do targowania, jeśli cena jest wysoka, to znaczy że są ku temu powody (idealny stan, dodatki, cokolwiek). Klient taki nie będzie się targował, a na pewno nie intensywnie, będzie mu głupio lub będziemy mogli łatwo zbijać argumenty. No i wreszcie zawyżona cena powoduje, że ludzie chcą od Ciebie to faktycznie kupić, zależy im na tym więc łatwiej utrzymać cenę z aukcji. Dodatkiem jest to, że dla kupującego taki przedmiot będzie miał dodatkową wartość, bo skoro zainwestował więcej niż mógł, to będzie mu na tym zależeć, czyli w ostatecznym rozrachunku kupujący dostaje jeszcze od nas przysługę, za to że kupił drożej, spoko co? 😎

Wracając do obiektywów. Z tych ostatnio wymienionych została mi tylko sigma, ale robiłem nią fotografie tylko kilkukrotnie. Nie miałem motywu przewodniego pod jej użycie, mam ją na wszelki wypadek. Na moje potrzeby się sprawdza, a można używkę w dobrym stanie kupić nawet za 300-400 zł. Obecnie posiadam Nikkora 50 mm 1.8 G, którego być może wkrótce się pozbędę, nie ma tragedii, ale myślałem że będzie lepiej. Obok tego Nikkora mam moją najnowszą miłość. Obiektyw (jak dla mnie) idealny. Na pewno najlepszy jaki miałem. Zajebiście ostry, mega dokładny, z przyzwoitą plastyką, mianowicie Sigma 17-50 2.8. Nie będę się rozpisywał na temat tego obiektywu, planuję o nim co nieco powiedzieć w poście traktującym o obecnie używanym przeze mnie sprzęcie, także czuwajcie!

Oesu… jestem w takim gazie z pisaniem, że nawet nie doszedłem do połowy zgodnie ze wstępem, a wypadałoby kończyć. Hm… Dobra nie będę męczył. Opowiem o tym innym razem, podrzucę kilka linków i nazwisk, może komuś się przydadzą (zjedź na dół).

Podsumowując ten elaborat, chciałem wskazać na jedną ważną w mojej ocenie rzecz. O wkład własny. Nie ma rozwoju bez inwestycji i nie chodzi tu kwoty, ale o liczby. W zasadzie o czas, który włożymy w rozwój. Na początku swojej przygody warto wykorzystywać dostępne możliwości i narzędzia, które pozwolą się realizować. Jak w wielu dziedzinach, tak i w fotografii najlepiej zacząć od początku. Sprzęt należy dostosowywać do swoich potrzeb, nie do oczekiwań. Najlepiej małymi krokami, nie szarpać się od razu na najwyższą półkę, na te najdroższe aparaty i obiektywy. Warto pożyczyć sprzęt od kogoś, żeby sprawdzić czy na pewno daje efekty, o które nam chodziło. Dobrym pomysłem jest wykorzystanie tańszych opcji, takich jak mocno uczące obiektywy manualne, czy automatyczne – tu jednak dobrym pomysłem może się okazać sprzęt używany. Każdy etap rozwoju determinuje odpowiednie potrzeby sprzętowe. Nie ma co porywać się na ciężkie zakupy za ciężkie siano, jak sprzęt może skończyć na dnie szafy. Mój Padre jest zawodowym tenisistą stołowym i zawsze podawał mi następującą analogię, gdy chciałem kupić jakikolwiek zaawansowany sprzęt nieadekwatny do moich potrzeb, otóż przypominał mi że najlepszymi rakietkami grają najlepsi zawodnicy. Rakietka charakteryzuje się (głównie) szybkością i kontrolą, ktoś kto zaczyna nie powinien się tym przejmować, gdyż jego zadaniem jest nauczyć się przebijać piłeczkę na stronę przeciwnika, niekoniecznie szybko czy w konkretny punkt. Tak jest ze wszystkim, najpierw należy sprawdzać najprostsze, a im bardziej będziesz zaawansowany tym bardziej zaawansowany sprzęt będzie Ci potrzebny.

DSC07078-3

Wiedza:

https://www.szerokikadr.pl/

https://www.fotoferia.pl/

https://pokochajfotografie.pl/

https://zieniu.pl/

Ćwiczenia

https://fotoblogia.pl/t/12204,projekt-52

Twój projekt: 365 dni w roku

http://dcamera.pl/konkursy-fotograficzne.html

Narzędzia

Lightroom

Photoshop 

Snapseed

Inspiracje

https://zieniu.pl/

https://www.szerokikadr.pl/fotograf-miesiaca

http://academy.tomasztomaszewski.com/

https://www.magnumphotos.com/

http://www.national-geographic.pl/

Instagram

*przeważnie do portretu używa się długich ogniskowych, aby uniknąć zniekształceń twarzy i/lub sylwetki. Portretowanie telefonem wymaga skilla i praktyki

Jeden komentarz Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s